Widok, jak sprzed pandemii. Tyle że ta - na razie - nigdzie się nie wybiera, podobnie jak obostrzenia zakazujące obsługi klientów w restauracjach. Rambla i Soda to pierwsze lokale gastronomiczne w Rzeszowie, które buntują się i otwierają dla klientów. Wystarczy wstąpić do prawicowej partii i już można zamawiać drinki.
zapisz sie do jednej partii. Juz Ci napisalam, ze nie bede prowadzila z Toba dyskusji, poniewaz jestes agresywna, a nie dlatego, ze rzekomo nie moge podac argumentow. Jezeli natomiast Ty masz taka potrzebe argumentacji agresywnym tonem, zapisz sie do takiej jednej aktualnie opozycyjnej partii i tam sobie pokrzycz. Au.
24 stycznia 2001 roku tysiące ludzi z Trójmiasta i Pomorza oraz delegacje z całej Polski zjechały do hali „Olivia” w Gdańsku, by uczestniczyć w manifestacji poparcia dla rodzącej się Platformy Obywatelskiej i jej liderów - podaje, pisząc o historii partii, platforma.org. Jedną z pierwszych publicznych akcji Platformy było
oczekiwań wynikających z wcześniejszych sondaży. Jednak wynik SLD pokrywał się w 100 proc. z prognozą Ipsos, a dotąd Sojusz - jak sam twierdzi - powiadomił PKW i sądy o blisko 60 nieprawidłowościach w całym kraju. Poseł Zbyszko Zaborowski (SLD) dorzucił do tego ogromną liczbę
Zarząd SLD jest otwarty na utworzenie wspólnej partii na lewicy - oświadczył szef SLD Włodzimierz Czarzasty po posiedzeniu zarządu. 9 listopada zbierze się Rada Krajowa SLD, a na 7 grudnia
Przewerbowanych agentów niemieckich było wielu, nawet niektórzy działacze NSDAP po wkroczeniu Sowietów, postanowili zapisać się do nowej partii rządzącej i służyć nowym panom. Sprawcą tragedii na Górnym Śląsku był też Nationalkomitee „Freies Deutschland”.
. 16 lutego 2019, 15:23 Ten tekst przeczytasz w mniej niż minutę Polska Agencja Prasowa / Jacek Turczyk "Po długiej dyskusji podjęliśmy dzisiaj decyzję o odpowiedzeniu na apel premierów i przystąpieniu do Koalicji Europejskiej" - oświadczył po sobotniej konwencji SLD lider tej partii Włodzimierz Czarzasty. - Od dziś podejmujemy bardzo konkretne rozmowy z innymi partiami, które mają podobną wizję UE, dla których kwestia demokracji i kwestia siły rozsądku w Polsce jest najważniejsza. Myślimy o takich partiach, jak PSL, jak PO, jak Nowoczesna, jak Partia Zieloni, bo te rozmowy potencjalne koalicyjne są najdalej idące, ale chcielibyśmy, reprezentując i współpracując z innymi strukturami lewicowymi, aby równolegle do tej koalicji weszły wszystkie partie i struktury lewicowe, które uznają nasz sposób myślenia - dodał polityk. Jak zaznaczył, negocjacje koalicyjne powinny zakończyć się "do końca lutego", a SLD jest pierwszą partią, która podjęła decyzję o wejściu do porozumienia. Czarzasty poinformował jednocześnie, że w toku negocjacji SLD zaproponuje, by na listach wyborczych Koalicji znaleźli się trzej byli premierzy z ramienia tego ugrupowania: Włodzimierz Cimoszewicz, Leszek Miller i Marek Belka, a także wiceprzewodniczący PE Bogusław Liberadzki, wieloletni eurodeputowany SLD Janusz Zemke oraz wiceszef Sojuszu Marek Balt. Zobacz więcej Przejdź do strony głównej
Jarosław Berger, były radny miejski i wojewódzki SLD, zrezygnował w poniedziałek z członkostwa w Sojuszu. Berger nie ukrywa, że decyzja jest reakcją na wynik wyborów szefa partii - w sobotę, w pierwszej turze zwyciężył Włodzimierz Czarzasty, zaś drugie miejsce zajął Jerzy Wenderlich (obaj zmierzą się w dogrywce w najbliższy weekend).W poniedziałek rano Berger wysłał do około 200 członków Sojuszu mail zatytułowany "Do Zarządu Miejskiego SLD". Oświadczył w nim lakonicznie, że występuje z SLD i prosi o uznanie niniejszej wiadomości za zgłoszoną na piśmie. - Nie widziałem sensu pozornego pozostawania w SLD. Od niemal roku nie uczestniczyłem w ogóle w jakichkolwiek działaniach tej partii, nie płaciłem składek, z tego powodu nie miałem ani biernego, ani czynnego prawa wyborczego, dlatego nie brałem udziału w ostatnim głosowaniu na szefa partii - mówi Berger. - Natomiast wynik tych wyborów pozbawił mnie ostatecznie złudzeń, że ta partia pozbędzie się PZPR-owskiego balastu. Bo z takim bagażem nie ma szans, by uczestniczyć dalej w demokratycznym życiu politycznym w Polsce. Były radny przekonuje, że do SLD zapisał się formalnie tylko z jednego powodu: aby w 2009 roku, razem z Dariuszem Jońskim decydować o przebiegu kampanii referendalnej w sprawie odwołania prezydenta Łodzi, Jerzego na tę deklarację reaguje Tomasz Trela, wiceprezydent Łodzi, szef SLD w mieście, a zarazem członek zarządu krajowego partii?- To się zdarza. Czasem członkowie SLD rezygnują, ale przychodzą też nowe osoby, które chcą się zapisać do partii. Jarek Berger był wieloletnim radnym. Podjął decyzję o rezygnacji i należy tę decyzję uszanować - mówi Berger był radnym miejskim SLD dwóch poprzednich kadencji, jednak w ostatnich wyborach, w 2014 r. nie wywalczył reelekcji. Od 2002 r., był radnym sejmiku województwa (dostał się z listy SLD, choć był bezpartyjny). W 2005 roku został prezesem Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska. Trafił tam tu po odejściu na policyjną wydarzenia minionego tygodnia w skrócie11 - 17 stycznia 2016 roku
Marek Sosnowski, rzecznik prasowy prezydenta miasta, okłamał słupskich dziennikarzy podając im nieprawdziwe informacje dotyczące jego wstąpienia do Sojuszu Lewicy Sosnowski, rzecznik prasowy prezydenta miasta, okłamał słupskich dziennikarzy podając im nieprawdziwe informacje dotyczące jego wstąpienia do Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Już w ubiegły piątek poinformował opinię publiczną, za pośrednictwem Radia Koszalin, o swojej decyzji. - Przez całe życie nie byłem członkiem żadnej partii, ale teraz, kiedy SLD jest atakowane, sytuacja się zmieniła - powiedział Sosnowski w eterze. - Wstąpiłem do SLD, bo porządny człowiek powinien to zrobić. W rozmowie z dziennikarzem Radia Koszalin Sosnowski był przekonujący do tego stopnia, że podał nawet numer swojego koła SLD. ?Dziennikowi" powiedział zaś, że wstąpił do partii, ponieważ ?za dużo tam swołoczy, a za mało porządnych ludzi?. Co ciekawe, o decyzji swjego rzecznika nie wiedział nawet jego przełożony, prezydent Maciej Kobyliński, który na poniedziałkowych łamach naszej gazety wyraził zdziwienie postawą we wtorek Sosnowski stwierdził, że nie wstępował do partii (sugerując, że zakpił sobie z dzienniarzy, którzy ?nawet tego nie sprawdzili?). - Sprawa wyglądała w ten sposób, że ja słyszałem różne plotki na swój temat, a to, że jestem zwolniony z pracy oraz to, że zapisałem się do SLD - tłumaczył rzecznik. - To był żart. Może trochę przesadziłem. Był to - powiedzmy - nieudany redakcjiKiedy pierwszy raz spotkałem pana Marka Sosnowskiego, a było to w jego ratuszowym biurze, nie mogłem pozbyć się myśli, że wstąpiłem w jakieś teatralne dekoracje. I pomyślałem, że bardzo by mu było do twarzy w napoleońskim pierogu na głowie. Nie wiem dlaczego - to chyba intuicja - ale skojarzyłem ten pieróg z Gogolem i dowcipami z rodzaju tych, w których ich bohaterowie mawiają: ?Niech pan im nie wierzy, to ja jestem Napoleonem?.Ale - pomny nauk, że pierwsze wrażenie może mylić - przez czas jakiś bardzo starałem się pana Marka Sosnowskiego traktować poważnie. Nawet wtedy, gdy codziennie zasypywał gazetę ?sprostowaniami?, które przypominały - delikatnie mówiąc... swobodny strumień świadomości. Potem pan Sosnowski zaczął - zamiast do gazet - pisać je sam do siebie (na stronie internetowej ratusza) łamiąc wszystkie zasady, z prawem prasowym włącznie. Pomyślałem wtedy, że coś tu naprawdę nie już wiem, że intuicja mnie nie myliła. Rzecznik, który publicznie opowiada androny, a potem mówi, że to był żart, to niedorzecznik. Rzecznik, który usiłuje kpić z opinii publicznej i dziennikarzy, to piąta kolumna polityki informacyjnej swojego szefa. Zaś człowiek, który mętnie tłumaczy, że to, co ogłaszał w eterze, miało związek z plotkami na jego temat - to po prostu niebezpieczny prezydencie (tu zwracam się do pana Macieja Kobylińskiego), ja rozumiem, że każdy dwór ma swoich komediantów. Niektórzy z nich mają jednak to do siebie, że grając halabardników, myślą, że są Królami Learami. Moim zdaniem pański aktor już się zmęczył rolą, bo gra żałośnie. A to przecież pan reżyseruje. I to pan zbierze się ta sztuka znudziła. Bisów nie Piotr KobalczykPolecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Zarząd krajowy SLD powołał specjalny pięcioosobowy zespół, który zajmuje się opracowaniem strategii wyborcze; Sojusz chce być przygotowany także na sytuację, gdy wybory samorządowe zostaną przyspieszone - poinformował wiceprzewodniczący partii Tomasz Trela. Trela podkreślił, że Sojusz przygotowuje się na dwa warianty: na wybory samorządowe, które mogą być przyspieszone i odbyć się już w tym roku jesienią oraz wariant standardowy, czyli wybory samorządowe w roku 2018. Zapowiedział, że SLD chce wystawić kandydatów w tych wyborach we wszystkich okręgach sejmików wojewódzkich, a w dużych miastach kandydatów na prezydentów miast. "Będą oni startować z komitetów SLD, albo jako kandydaci +obudowani+ innymi organizacjami, stowarzyszeniami czy partiami politycznymi. Zwracamy się z apelem do sprawdzonych koalicjantów - jak ZNP, OPZZ, stowarzyszenia i fundacje o charakterze lewicowym, aby wspólnie przygotować się do wyborów samorządowych" - podkreślił Trela na wtorkowej konferencji prasowej w łódzkiej siedzibie SLD. Trela należy do pięcioosobowego zespołu powołanego przez zarząd krajowy partii, który rozpoczął przygotowania strategii na wybory samorządowe. Kieruje nim sekretarz generalny SLD Marcin Kulasek, w skład grupy wchodzi też szef SLD w woj. kujawsko-pomorskim Ireneusz Nitkiewicz, wiceprezydent Kalisza Karolina Pawliczak, radny sejmiku dolnośląskiego Marek Dyduch. "SLD bez względu na to, czy wybory będą szybciej, czy w planowanym terminie - będzie na nie gotowy. 4 lutego odbyła się Rada Krajowa, na której rozpoczęliśmy dyskusję nad programem. Jako SLD mamy ponad 23 tys. członków, struktury w 320 powiatach i jesteśmy w stanie jako jedna z niewielu partii wystawić listy lewicy do samorządu we wszystkich powiatach" - oświadczył Kulasek. Jak dodał, program jest obecnie dyskutowany od najmniejszych struktur partii, poprzez miejskie, powiatowe, aż do wojewódzkich. Powołany przez zarząd SLD zespół ma zebrać propozycje w całość i stworzyć szkielet programu ogólnokrajowego na wybory samorządowe. Na szczeblach miejskich i powiatowych lokalne struktury SLD będą mogły podjąć decyzję, czy startować w wyborach pod szyldem partii, czy w lokalnych komitetach lewicowych. Rada Krajowa ustaliła, że kandydaci do sejmików występować będą pod sztandarem SLD. "W tych wyborach - jako lewica - musimy powiedzieć wyraźnie: nie chcemy, aby w polskich samorządach był +kaczogród+. I to jest nasza deklaracja, nasze stanowisko. Wiemy, jakie błędy popełniliśmy w ostatnich wyborach parlamentarnych. Gdyby SLD był w polskim parlamencie, to +kaczogrodu+ by w Polsce nie było. Jeśli SLD będzie w samorządach, jest gwarancja, że pan Kaczyński ze swoją ekipą nie przejmie polskich miast, wsi i sejmików wojewódzkich" - dodał Trela. Wiceszef Sojuszu przypomniał, że w wyborach w 2014 r. partia startowała pod szyldem "SLD - Lewica Razem". Jego zdaniem, jest to idea warta odnowienia w 2018 roku. Dodał, że Sojusz "wielokrotnie wyciągał rękę do Partii Razem, która póki co, tę rękę odpycha". Tymczasem, jak podkreślił, zjednoczone partie lewicowe miałyby większe szanse w wyborach. Zdaniem Treli, rozmowy o współpracy partii opozycyjnych i wystawianiu w wyborach wspólnych kandydatów powinny się toczyć na poziomie regionalnym, bo każde miasto i region mają swoje własne uwarunkowania. Jako przykład podał Łódź, w której zarówno PO, jak i Nowoczesna chcą wystawić swoje kandydatki na prezydenta - mimo wcześniejszych deklaracji Grzegorza Schetyny i Ryszarda Petru, że będą mieć wspólnych kandydatów. "Jeżeli będzie chęć współpracy ze strony Nowoczesnej, PO, Razem, PSL, to my na pewno usiądziemy do stołu i będziemy szukać optymalnych rozwiązań. Na pewno nie usiądziemy do stołu z PiS, Kukiz'15, oraz partią KORWiN - ugrupowaniami, które są dla mnie stowarzyszeniami wzajemnej adoracji, o zabarwieniu sekciarskim, a nie politycznym, które niczego nie wnoszą, a więc z nimi przestrzeni do dyskusji nie ma" - podkreślił Trela. Podobał się artykuł? Podziel się!
Lubuski PiS krytykuje politykę kadrową marszałka. - Jeszcze nigdy w historii urząd nie był tak upartyjniony, to wręcz patologia - alarmuje Robert Paluch, prawicowy radny Sejmiku chodzi o kilka ostatnich konkursów zorganizowanych przez marszałka. Jednym z nich był nabór na stanowisko dyrektora Departamentu Kultury Edukacji i Sportu, który wygrał Stanisław Domaszewicz. W innym, szefem departamentu zajmującego się polityką społeczną został zielonogórski radny Jerzy Teichert. Obaj należą do SLD, które od pół roku jest koalicjantem PO i PSL. - O zwycięstwie w tych naborach decydowały inne mechanizmy niż kryteria merytoryczne. Marszałek sam przyznawał, że to zobowiązania koalicyjne - bulwersuje się Zbigniew Kościk z PiS. Ale nerwy puściły prawicy dopiero po ostatniej awanturze z konkursem na dyrektora Regionalnego Centrum Animacji Kultury. Choć komisja konkursowa zdecydowała, że najlepszym szefem będzie Zbigniew Tchórzewski, to marszałek dał posadę Krzysztofowi Świtalskiemu, koncertmistrzowi Filharmonii Zielonogórskiej i członkowi PO. - Marszałek przyznawał publicznie, że są naciski z Platformy, żeby to właśnie Świtalski został dyrektorem RCAK - mówi Kościk..Radni PiS na najbliższą sesję sejmiku zapowiedzieli mały happening. Chcą wręczyć marszałkowi dwie niewypełnione, partyjne deklaracje członkowskie (do PO i SLD) - Wszystkie konkursy są totalnie upartyjnione, bez tych deklaracji i dołączenia ich do CV nie jest możliwe dostanie pracy - mówi Marcin Jabłoński: - Jestem zdziwiony takim generalizowaniem sądów. Owszem, akceptuję i nie podważam uprawnień koalicjantów do polityki kadrowej, ale w przypadku panów Domaszewicza i Teicherta odbyły się przecież konkursy - mówi marszałek. A Co z RCAK? - Sytuacja może wywoływać wątpliwości, ale zarząd uznał po prostu, że pan Świtalski będzie lepiej realizował naszą wizje działalności jednostki - mówi Jabłoński.
jak zapisać się do partii sld